Home
Czytelnia
Zapis seminarium on-line z Franco de Masi- kwiecień 2020

Zapis seminarium on-line z Franco de Masi- kwiecień 2020

Seminarium teoretyczne on-line z Franco de Masi

Uczestniczka: Zdaję sobie sprawę, że nie ma możliwości, by ustalić sztywne reguły tego kiedy mamy
wracać z pacjentami do gabinetu, do kontaktu osobistego – nie zdalnego. To bardzo ważny temat,
który zgłaszają Koledzy i Superwizanci. Okazało się, że myślenie o tym w jaki sposób ma odbywać
się powrót wydaje się trudniejsze niż wcześniejsze przejście na pracę zdalną.
Franco de Masi: To prawda. Szybko utworzyło się przyzwyczajenie do tej pracy. Tworzy się
dystans, który wydaje się, że jest bezpieczny dla analityka i pacjenta. Pracując przez telefon i skypa
możemy czuć się bardziej obronieni, np. pracując on-line możemy pracować w kapciach i nie musimy
zakładać butów. Ta obrona, która staje się barierą i nie tworzy komplikacji pociąga nas. O powrocie
jednak trzeba myśleć dlatego, że w pracy zdalnej traci się wiele żywych elementów, które są
integralną częścią naszej pracy. Te żywe aspekty są głównie związane z settingiem. Wracać możemy
kiedy nasze rządy pozwolą nam otwierać gabinety.
Przykład:
Przed izolacją związaną z pandemią widywałem się z dwoma pacjentami, którzy byli w analizie z
częstotliwością czterech sesji w tygodniu. Z pacjentami, którzy byli w terapii analitycznej dwa, trzy
razy w tygodniu nie było to takie trudne przenieść się do pracy zdalnej. Z analizantami było to bardzo
trudne. Związek cztery razy w tygodniu jest bardzo intymny i pełen komunikacji niewerbalnej: cisza,
ton głosu, przerwy. Te wszystkie elementy mogą się utracić kiedy pracujemy zdalnie przez skypa
albo telefon. Tych dwóch pacjentów utrzymywałem w kontakcie osobistym, bo byłem pewien, że nie
są dla mnie zagrożeniem, ani ja dla nich. Oni mieszkali sami, byli bardzo uważni na wszystkie
zalecenia, kiedy wchodzili do gabinetu, to najpierw myli ręce w łazience.
Kiedy w regionie Lombardii zarządzono izolację i możliwość ruchu w sytuacjach pilnych,
wówczas przekazałem tym pacjentom informację o tym, że muszę zaproponować pracę przez telefon.
Jeden z nich – pacjent psychotyczny – powiedział, że nie czuje tego. To długa analiza i on teraz czuje
się znacznie lepiej, ale przez długi czas miał urojenia prześladowcze. Miał przeżycie, że czasami ktoś
instaluje się w jego telefonie, śledzi go i prześladuje. W związku z tym, zrozumiałe było, że kontakt
przez telefon będzie odnawiał jego prześladowcze urojenia, więc musiałem zaakceptować to, że nie
będziemy się widywać. Drugi pacjent – neurotyczny, osobowość depresyjna, bardzo inteligentny i
bardzo pomieszany, pisarz, zdecydował, że chce takiego kontaktu i słyszymy się przez telefon. Wolę
kontakt przez telefon niż skype. ze względu na to, że jest bardziej intymny. Komunikator Skyp stosuję
do superwizji.
Wiecie zapewne, że kozetka została wymyślona przez Freuda. On zakłócał się kiedy pacjenci
na niego patrzyli. Stworzył taką sytuację, że pacjent i analityk nie mogą patrzeć na siebie vis a vis;
nie patrzą na siebie. Freud miał taką intuicję, że to będzie sprzyjało refleksji i komunikacji intymnej.
Mówienie na kozetce, to jak mówienie do siebie, rozmawianie ze osobą. Jestem więc przekonany, że
kontakt telefoniczny bardziej to przywołuje i odtwarza. Powoduje, że można bardziej skoncentrować
się i na ciszy i na tonie głosu. Coś się jednak zmienia, w porównaniu z pracą w bezpośrednim
kontakcie i zauważam, że rozmowa telefoniczna staje się bardziej dyrektywna i mniej refleksyjna. W
analizie pacjent używa ciszy, aby myśleć. Przez telefon natomiast pojawia się potrzeba bezpośredniej
odpowiedzi. Cisza przez telefon nie wydaje się taką ciszą, która coś komunikuje, jak to się dzieje w
gabinecie analityka, gdzie cisza może przedłużać się na wiele minut. Cisza w telefonie może
powodować podejrzenie czy nie zerwało się połączenie, w związku z tym jest to zmiana w
komunikacji. To powoduje, że pacjenci są niejako popychani do bycia bardziej aktywnymi ale mimo
to praca nadal sprzyja pojawianiu się ważnych tematów.
Przykład:
Wspomniany wcześniej pacjent psychotyczny, ponad miesiąc był bez sesji. Po dwudziestu dniach
przerwy w analizie, mniej więcej, żeby zapełnić tę pustkę związaną z brakiem sesji, wysłałem mu
wiadomość: ,,Jak się miewasz? Jak sobie dajesz radę?” Pacjent dosyć szybko oddzwonił i powiedział,
że czuje się dobrze, choć jest zaniepokojony sytuacją. Zadzwonił jednak ponownie następnego dnia
w godzinie swojej sesji, żeby powiedzieć, że poczuł się gorzej, że miał krótki epizod psychotyczny.
Po wysłuchaniu pacjenta skomentowałem sytuację i emocje w oparciu o wiedzę zdobytą we
wcześniejszym, gabinetowym doświadczeniu z nim. Wydawało się, że to uspokoiło pacjenta, ale po
pół godzinie zadzwonił, żeby zapytać czy może wrócić do analizy. Zdecydowałem się na to, żeby
pacjent przyszedł i że będziemy się widzieć osobiście. To jedyny taki pacjent. Jednocześnie musimy
poddawać się prawu i temu co jest zarządzane i możemy powrócić do gabinetów wtedy, kiedy nasze
rządy i prawo pozwolą na powrót. I znowu będziemy przechodzić od analizy w dystansie do
klasycznej analizy. I będziemy mogli pracować lepiej.
Uczestniczka: Jakim kryterium kierować się przy decyzji o powrocie do pracy? U nas nie ma de facto
rządowego zakazu pracy w gabinecie. Nasze środowisko było spójne w kwestii przejścia do pracy
on-line, co było dużym wsparciem w tej trudnej sytuacji. Jak rozmawiać o tym z superwizantami,
żeby nie dotykać ich osobistych spraw (uprzedzeń czy przekonań)? Jest takie poczucie, że kierują się
sobą, lękiem czy powinnością i poszukują bardziej w ramach tej obrony kryteriów potwierdzających
ich wybór, niż dobrem pracy i procesu, osieracając pacjentów w ich potrzebach. Wydaje mi się ważne
byśmy myśleli o powrocie.
Franco de Masi: To złożona sprawa zarówno dla jednostki jak i grupy. Prawdą jest, że wszystkie
stowarzyszenia psychologiczne i psychoanalityczne, również we Włoszech, wspierały rozpoczęcie
pracy zdalnej. Włoskie Towarzystwo Analityczne liczące ponad tysiąca osób entuzjastycznie
wymienia się poglądami na ten temat. W pierwszym okresie pojawiło się dużo euforii, żeby
rozmawiać o tym medium, tak jakby to było, dopiero co odkryte medium. Pojawił się zachwyt nad
tym, że pojawiła się możliwość bycia w domach pacjentów i ich środowisku. Tego rodzaju
zachowanie i przeżycia wśród moich kolegów uważam za antyanalityczne.
Myślenie analityczne polega na tym, żeby używać intuicji, poza różnymi stymulacjami
pozazmysłowymi. Przypominam wcześniej przywołany problem kozetki Freuda, który nie chciał być
zakłócany przy pracy z pacjentami oraz słowa Biona ,,bez pamięci i bez pragnienia’’. Ja rozumiem
ten entuzjazm i euforię Kolegów, jako przeżycie, dotyczące tego, że udało nam się pokonać traumę.
Także traumę ekonomiczną. Jeden z moich pacjentów, nie zdecydował się na przejście na pracę
zdalną, więc doznałem straty ekonomicznej. Ja rozumiem to szybkie i entuzjastyczne przejście do
kontaktu zdalnego, również jako sposób poradzenia sobie z lękiem przed utratą finansów. Trzeba
jednak myśleć o tym, że problem ekonomiczny zostanie, nawet jak zostaną zniesione restrykcje. We
Włoskim Towarzystwie Analitycznym powstała osobna przestrzeń – rubryka otwarta dla wszystkich,
w której można dzielić się wrażeniami z tego rodzaju pracy. Nie udzielam się tam, a własną opinię
wyraziłem w opublikowanym liście do Danki Golec.
W związku z koniecznością izolacji i pracą zdalną poruszamy się w obszarze żalu związanego
z utratami ważnych elementów, których jesteśmy pozbawieni. Dotyczą one gabinetu z jego
fizycznością i emocjonalnością w obecności drugiej osoby. Mówią o tym teorie przywiązania, teoria
Winnicota odwołując się do relacji pomiędzy matką a dzieckiem, gdzie nie tylko kontakt fizyczny
jest ważny. Znaczenie ma również kontakt niewerbalny: gesty, mimika, wyraz twarzy, ruch wobec
dziecka. Badania na temat struktur neuronalnych mówią o tym, że poprzez kontakt niewerbalny
tworzą się struktury umysłowe. Uważam, że to jest bardzo ważne choć nie wiem, czy wielu Kolegów
zwraca na to uwagę.
Doświadczenie pracy on-line pozwala nam zrozumieć jak ważny jest w pracy w gabinecie jest
cały obszar zmysłowy tego, co możemy odczuwać. Jest też komunikacja niewerbalna, przekazywana
poprzez przedmioty. Introjekcja doświadczenia analitycznego nie dotyczy tylko analityka i tego, co
on mówi, ale również relacji z obiektami przejściowymi. Mam na myśli pokój czy obrazy, które są
powieszone w gabinecie, schody, którymi wchodzimy do gabinetu, portier, który nas wita czy
piekarnia obok gabinetu. W pracy on-line te elementy zostają utracone, a są niezwykle ważne w
rozwoju, kontakcie, jak też istotne są w rozwoju analizy, jak i jej postępach. Jest nadzieja, że
analitycy bardziej będą nad tym zastanawiać i uświadamiać sobie znaczenie tego, co zostało utracone,
co zaprocentuje tym, żeby myśleć o powrocie. Utrzymywanie się w tym stanie izolacji rozumiem
jako obronne.
Wyobrażam sobie, że analitycy w tej rubryce, o której mówiłem wcześniej, narzekają na to
jak trudna i obciążająca jest praca zdalna. W moim odczuciu to zmęczenie w tego rodzaju pracy jest
wyrazem utraty. Doświadczany w pracy on-line ciężar i zmęczenie jest wyrazem tej utraty w obszarze
niewerbalnym, nie tylko ekonomicznym. Łatwiej jest kontynuować w taki sposób psychoterapię raz
czy dwa razy w tygodniu, z pacjentami, którzy są już zaawansowani w swoim procesie
terapeutycznym, gdzie znajdują się zaczyny – dobrze określone przepracowywania różnych
elementów. Z osobami, które zaczynają, może być trudniej, bo to jest moment newralgiczny, w
którym pacjent i terapeuta muszą się poznać. W tej sytuacji trudniej zdefiniować i uwidocznić punkty
do pracy, bo praca online szczególnie wzmacnia obrony, zwłaszcza w związku z obronami
dotyczącymi unikania zależności. To jest już trudne w settingu bezpośrednim, a jeśli jeszcze dojdzie
do tego mur w postaci urządzenia technologicznego, to staje się jeszcze trudniejsze.
Jeśli chodzi o doświadczenie superwizji online, to nie jest to takie trudne doświadczenie. Tu
wytwarza się uważność i obsadzenie trzeciego obiektu, którym jest materiał. Tracimy tu zdolność
bycia wolnym i zdolność do tworzenia skojarzeń. Pojawiają się nawet takie próby w pracy żeby
odtwarzać sytuację kozetki w taki sposób, żeby kłaść się na kozetce, a za głową mieć komputer.
Długo dyskutuję superwizyjnie przez skypa pracę Koleżanki, która długo prowadzi pacjenta nie
wychodzącego z domu. Ten pacjent, kładąc komputer nad głową twierdzi, że jest przyzwyczajony by
tak leżeć i patrzeć na mur.
Po początkowej euforii spowodowanej pracą on-line, która związana była z lękiem przed
utratą pracy i utratą pieniędzy w związku z utratą pacjentów, pojawia się obecnie zmęczenie.
Odczuwamy zmęczenie. które jest związane z tym, że brakuje elementów odnoszących się do ciała i
różnych zmysłów. Uważam, że wszystkie komunikatory są bardzo ważne. Na przykład promocja
książki, którą napisałem z kolegą pt. ,,Kiedy boimy się szkoły’’ może się teraz odbyć tylko zdalnie.
Zoom umożliwiał nam spotkanie do 100 osób, ale okazało się, że na innych portalach
społecznościowych czekało na tę promocję aż 500 osób, które chciały się dołączyć. Gdyby zrobić
promocję w sposób klasyczny, w Mediolanie możliwe byłoby zgromadzenie około 60 osób. Jednak
komunikatory to medium ograniczone i ten czas należy traktować jako czas przejściowy.
Moja decyzja o zamknięciu gabinetu podyktowana była tym, że pacjenci byli przestraszeni.
Restrykcje we Włoszech były sztywne jeśli chodzi o izolację. Przemieszczanie się nie było możliwe,
oznaczało kontrolę i pytania o powód. Mógłbym wydać zaświadczenie mojemu pacjentowi w celu
wylegitymowania się, aby umożliwić osobiste dotarcie na psychoterapię. Byłaby to jednak
dodatkowa komplikacja w procesie i relacji terapeutycznej oraz settingu. Niektórzy moi pacjenci bali
się, że mogą być nosicielami i mogą zainfekować mnie, co wzbudzało niepotrzebne lęki i poczucia
winy. Staram się być elastyczny i wróciłem z jedną osobą do bezpośredniej pracy. Inny pacjent, który
wcześniej nie chciał psychoterapii w trybie on-line, teraz zdecydował się na kontakt telefoniczny.
Muszę przyznać, że pewne elementy w tej sytuacji są wygodne i budzą zadowolenie, a
spowodowane są tym, że nie musimy się przemieszczać, można być w kapciach, poczytać książkę w
przerwie pomiędzy pacjentami czy posłuchać muzyki, bo jest na to czas. Wydaje mi się, jakbym był
na wakacjach czy zwracał się ku emeryturze. Jest w tym wygoda, ale przede wszystkim nie mogę się
doczekać kiedy będę mógł wrócić i wszyscy odzyskamy wolność osobistą, do której jestem
przyzwyczajony.
Uczestnik: Jeszcze coś zostało utracone. Część osób ma gabinet w domu ale zwykle trzeba na terapię
czy do pracy dojść czy dojechać i bardzo brakuje takiej przestrzeni i czasu, która sprzyjała
powolnemu wchodzeniu w inną wrażliwość zmysłowości i psychiki. Brakuje przestrzeni związanej
z przejściem z jednego świata do drugiego. Często teraz przejście z pracy na sesję jest zbyt krótkie,
czas przejścia z jednego pokoju do drugiego to jest za mało.
Franco de Masi: To ważna i trafna obserwacja. Myślę o tym, że to przejście ginie. Przejście
rozumiane jako refleksja przed sesją, jest utracone. Nie ma takiej możliwości, bo wybieranie numeru
telefonu na przyciskach telefonu to nie to samo, co przyciskanie dzwonka u drzwi. Przy pracy zdalnej
pojawia się też problematyka ,,kto do kogo dzwoni’’. Czy pacjent czy analityk? Jak pacjent
przychodzi do gabinetu i dzwoni do drzwi, to analityk ma czas na to, żeby odpowiedzieć. Może w
miarę szybko, może dłużej. Pacjent może mieć różne fantazje na ten temat, np. że terapeuta nie żyje
albo zapomniał o sesji. To też ginie, bo analityk pojawia się nagle – odbiera telefon. W sposobie
dzwonienia do drzwi również jest komunikacja i istnieją tu różnice: jedni dzwonią krótko
jednorazowo, inni dzwonią długo i nieprzerwanie, a jeszcze inni dzwonią w formie krótkich przerw.
Przykład:
Pacjentka będąca dziennikarką, z którą pracuję raz w tygodniu, borykająca się z problemem poczuć
winy wobec męża. W sytuacji wybuchu pandemii chciała zawiesić psychoterapię i wrócić gdy ona
się skończy. Po mojej propozycji zdecydowała się na psychoterapię przez komunikator, choć była
zaskoczona taką możliwością. Umówiliśmy się, że w swojej godzinie do mnie zadzwoni ale nie
dzwoniła. Czekałem kilka minut i nie miałem ochoty dzwonić do niej ze względu na to, że rozumiem
to jako intruzywne wchodzenie w życie innej osoby. Pomyślałem jednak, że może jest jakiś problem,
który utrudnia połączenie się więc zadzwoniłem do pacjentki. Okazało się, że nie zadzwoniła do
mnie, bo myślała, że będzie przeszkadzać. Aby jej pomóc w wykonaniu kolejnego skutecznego
połączenia użyłem metafory, aby ona wyobraziła sobie, że dzwoni dzwonkiem do drzwi gabinetu.
Przykład:
Pojawiają się też inne problemy związane z rodzajem intruzywnego kontaktu w wyniku pracy online:
superwizja pracy z pacjentką borderline pokazała jej oczekiwania, że terapeuta pokaże poprzez
komunikator swoje mieszkanie. Uwzględniając jej silny niepokój, objawiający się przymusem
poruszania się podczas sesji i historię relacji z odrzucającymi rodzicami terapeuta zdecydował się
pokazać jej w jakimś stopniu mieszkanie, aby miała doświadczenie czegoś uporządkowanego.
Pacjentka może wtedy przyjąć do siebie figurę bardziej ustrukturowaną, dbającą. W przeciwieństwie
do jej doświadczenia rodzinnego, dostała obraz rodzica, który jest bardziej poukładany. Efektem tego
było posprzątanie przez nią swojego domu. W ten sposób w pracy on-line może być przekazana ta
niewerbalna komunikacja, której znacząco brak, Sądzę, że elastyczność terapeuty, zastanawianie się
nad znaczeniami próśb, a nie tylko bycie usztywnionym w settingu pracy trybu on-line jest bardzo
ważne. Przedstawiona sytuacja może być rozumiana tak, jakby zabraniać dziecku eksploracji ciała
matki, co jest przeżywane jako odrzucające.
Uczestniczka: Obserwuję, że praca przez telefon u bardzo wycofanego pacjenta sprawiła, że
pojawiają się wątki, jakie nigdy wcześniej nie występowały. Myślę, że rolę może grać wstyd, który
w tej formie kontaktu może być mniejszy.
Franco de Masi: Zalecam ostrożność przy konkluzjach. Myślę, że można widzieć tę sytuację
dwojako: być może pacjent cieszy się, że może jest mu trochę łatwiej w takiej formie kontaktu. Drugie
rozumienie tej sytuacji, które bardziej mnie przekonuje jest takie, że wcześniejsza praca wykonana
przez terapeutkę mogła go przygotować do tego, żeby mógł tak poradzić sobie teraz. Wydaje się, że
pacjent czuje duże zaufanie do analityczki i może ujawniać rzeczy, które wcześniej były tajemnicą.
Mam podobne doświadczenie dwuletniej pracy z pacjentem około 30-letnim, który pochodzi
z bardzo bogatej rodziny i jest zatrudniony przez swoją bardzo potentną matkę w jednym z jej
licznych zakładów. Zdecydowałem się na pracę z nim w settingu trzy razy w tygodniu. Pacjent
przejawiał silną niedojrzałość, brak konfliktowego życia wewnętrznego i brak poczucia tożsamości.
Bardzo wszystko spłycał, nie przynosił do analizy snów. Kiedy rozpoczęła się pandemia pacjent
zrezygnował z sesji informując, że nie będzie przychodził i zniknął. W tym przypadku nie wysyłałem
żadnego przypomnienia i nie kontaktowałem się z nim w żaden sposób. Nie chciałem by pacjent czuł,
że ja za nim biegam. Pacjent odezwał się po miesięcznej przerwie w psychoterapii i spytał mnie jak
ja się czuję? Powiedział też:,,mam Panu bardzo dużo do powiedzenia’’. Zaproponowałem sesje przez
telefon a pacjent bardzo się ucieszył. Opowiadał, że nie jest w stanie pracować, pomimo tego, że ma
bezpieczne warunki, tak bardzo boi się zarażenia wirusem. Opowiadał o sytuacji, która go
przestraszyła, ale w żywy emocjonalnie, inny niż dotąd, sposób. Sądzę, że pacjent mógł to zrobić w
wyniku wcześniejszej pracy w gabinecie, którą wspólnie wykonaliśmy, aby on mógł myśleć w nowy
sposób.
Uczestniczka: Chciałam podzielić się doświadczeniem pracy z pacjentami, którzy poczuli się lepiej
w tym czasie. Gdy wszystko wywróciło się do góry nogami, to doświadczenie udręczenia, które mieli
do tej pory oni, teraz stało się to powszechnym doświadczeniem. Widzą, że wszyscy wokół mają
takie doświadczenie i sami mogą poczuć się lepiej.
Franco de Masi: Rzeczywiście tak jest, że wszyscy mamy przeżycie, że nie jesteśmy jedynymi
więźniami, to pewne przeżycie komfortu i ulgi. Za tym stoi myśl, że globalna sytuacja nie pobudza
uczucia zazdrości. Jak ja nie mogę wyjść, ale ktoś może wyjść to czuję zazdrość. Jest takie włoskie
powiedzenie, że jeżeli jest wspólne cierpienie to jest też w tym jakaś radość. Cierpimy wszyscy
razem, a nie pojedynczo. Nie wiem zatem, czy można mówić o poprawie czy raczej o doświadczeniu
pauzy, że to jest zawieszone. Jeśli osoby są depresyjne, wszystkie depresyjne osoby są zazdrosne o
radość innych. Jeśli my wszyscy mamy depresję, że nie możemy wyjść, to depresyjne osoby czują
się lepiej.
Uczestniczka: W jakiejś części jesteśmy po tej samej stronie co pacjenci, bo zawsze była jakaś
rzeczywistość, choć do tej pory nie było to takie ważne. Teraz jest ważne i dotyczy to zdrowia,
gospodarki i polityki. Jesteśmy w części równi z pacjentami, gdy się kontaktujemy, bo są pozytywne
rzeczy, które odkrywamy siedząc w domu oraz inne trudne, którymi staramy się zająć. Czy
paradoksalnie przez telefon nie jest nam łatwiej znieść pewnych aspektów psychologii pacjenta niż
w gabinecie?
Franco de Masi: Analityk musi starać się przeżyć, być żywym i żyć tą minutę dłużej niż pacjent. W
tym może pomagać wsparcie od kolegów, z którego możemy korzystać. Mam wrażenie, że złość i
agresja mogą się zwiększać w związku z pracą przez telefon. Wizja, że analityczka ma łatwiej może
podwyższać poziom złości i musimy to rozpoznać. Jednak jest jakaś przewaga i przyjemność z bycia
w naszym domu. Ja robię różne rzeczy dotyczące mojego zawodu i zainteresowań, których bym nie
robił. Sięgam po książki z filozofii, architektury, pejzaży, które dotąd leżały i nie miałem czasu ich
dotknąć przez 20 lat. Ta przyjemność nie pochodzi od tego, że mamy taki rodzaj pracy, przez skype,
ale że pracujemy mniej. Przeżywam się jak ktoś żyjący i skazany na psychoanalizę. Teraz pracuję
mniej, a wcześniej pracowałem 10-12 godzin dziennie. Teraz mogę pozwolić sobie na taki luksus, by
przeczytać powieść. Pacjent prawdopodobnie rozumie, że analityk ma się z czego cieszyć i to go
denerwuje.
Uczestniczka: Pracuję w gabinecie prywatnym ale i częściowo w publicznej służbie zdrowia.
Chciałam nawiązać do powrotu, bo interpretacja dotycząca zmęczenia jako wyrazu utraty była mi
szczególnie bliska, zwłaszcza w pierwszej fazie. W szpitalach została podjęta decyzja, że po majówce
pscyhoterapeuci mogą normalnie pracować. Jest oczywiście wybór: można utrzymywać pracę online w ramach NFZ ale można i wrócić prowadzić normalnie sesje. Zalecenie jest takie, że trzeba być
specjalnie umundurowanym: maska, przyłbica, fartuch, jakieś odzienie na głowie. Stąd pytanie
dotyczące powrotu, ze względu na to, że jednak ogólne przepisy w kraju na razie dotyczą
zabezpieczeń – w maskach. Pytam o te rekwizyty na drodze do powrotu. Czy to i na ile to uruchamia
jakąś paranoję? Gdzie jest ten moment kiedy możemy się czuć tak naprawdę bezpiecznie, rozumieć
też procesy? Kiedy może być poczucie bezpieczeństwa pacjenta i też poczucie bezpieczeńswta
własnego jako terapeuty?
Franco de Masi: To nie powinno być jakieś duże zakłócenie, przede wszystkim dlatego, że wszyscy
jesteśmy w tej samej sytuacji. Chyba, że to są bardzo zaburzeni pacjenci np. psychotyczni i taki rodzaj
uzbrojenia będzie wtedy to wzmacniał i przestraszał pacjenta. We włoszech w ramach
neuropsychiatrii dzieciecej odbywają się konsultacje przez telefon i skype ale również takie na żywo
z dziećmi i wtedy po prostu są maseczki. Wszyscy mają, wszyscy wiedzą, że to jest przejściowe i
przede wszystkim, że wszystkich nas to dotyczy. Nie czuję, że jest to duże zakłócenie. Nie tylko my
mamy potrzebę chronienia się ale również pacjencji. Koncept by nosić maseczki nie powienien być
dużym problemem, bo wszyscy chcemy tego samego.
Uczestniczka: Chciałam odnieść się do drogi z i do gabinetu w sytuacji sesji rodzinnej. Chodzi o
sytuację kiedy po zakończonej sesji członkowie rodziny musieli się zwrócić do siebie nawzajem. Nie
było tej drogi, którą mogli przejść wychodząc z gabinetu, idąc do domu, by znaleźć się w sytuacji
swojego codziennego życia, by mieć czas dojścia do tego. To jest bardzo ważne. W związku z tym
zmieniliśmy trochę pracę, tak że kończąc sesję, 20 minut przed końcem o tym myślimy ale też
rozmawiamy o tym z pacjentami. By był czas na to wprowadzamy tego typu refleksję. Chciałam też
podziękować za tą rozmowę, bo każda tego typu rozmowa jest ważnym drogowskazem w złożoności
tej sytuacji, w której wszyscy jesteśmy.
Franco de Masi: To jest ważna refleksja dotycząca rodziny i w ogóle zastanawiania się nad tym. To
wymiar myślenia o doświadczeniu, który nam umyka normalnie, tym, że rodzinie jest potrzebny czas,
by trochę przetrawić te myśli. Ponownie przywołuję obiekt przejściowy, który nie jest jako tako
obecny ale jest obecny w przeżyciach i potrzebny jest czas na refleksję. To też jest ważna funkcja,
którą się tu traci. Moglibyśmy pomyśleć o doświadczeniu analizy, która trwa jakiś czas ale potem
zostaje w nas i pracuje całe życie. Wracamy do tego, myślimy o tym, cały czas są nowe stymulacje i
pobudzenia. To oznacza, że pamięć nie jest statyczna. Wtedy prawdopodobnie te rodziny mają takie
doświadczenie, że nie mogą do końca zapamiętać, w takim sensie by ta pamięć była wzbogadzająca,
taka która zainstaluje się tak na stałe. Dzieje się tak ponieważ brakuje tego momentu pomiędzy, tego
kiedy wychodzi się z sesji i jest się pełnym myśli, pobudzenia związanego z procesem myślowym i
emocjonalnym. To doświadczenie ginie I w związku z tym praca nie może się tak do końca
zainstalować. Czas przed sesją jest taki sam – też jest czasem pomiędzy, nie tylko po ale i przed. W
momencie kiedy się już myśli o sesji i idzie na nią to czas kiedy już się jest w kontakcie z analitykiem
i już wtedy może pojawiać się refleksja i jakieś przepracowania. Dobrze o tym myśleć, że i to jest
tracone. Ten czas pomiędzy, tempo intermedio, jest ważne zarówno przed sesją jak i po. Wtedy to
jest czas, gdy analityk jest obecny w świecie wenętrznym pacjenta. To tam może powstać i narodzić
się taki dialog, konstruktywny dialog z analitykiem, który może zostać na dłużej. Gdyby myśleć o
tych pacjentach, którzy wydają się poprawiać przez tą zdalną formę komunikacji to są pacjenci, u
których ten dialog wewnętrzny został pobudzony wcześniej i teraz można z tego korzystać.
To co zostaje we mnie po całej naszej dyskusji to nadzieja, że wszystko się to skończy i będę
mógł wrócić do swoich pacjentów. Oczywiście jest dużo pozytywów: nie trzeba chodzić otwierać
drzwi, patrzeć co mnie czeka, jaka sesja, czy będzie przyjemna czy nie. Ale jest we mnie taka część,
która jest zakłócona, jakby to było wrażenie dnia, w którym cały czas się na coś czeka. Czuję, że nie
żyję z dnia na dzień, ale widzę galerię, tunel i staram się znaleźć jego koniec. Jak nawet pracuję
zdalnie to mówię pacjentom, że to czas chwilowy i się skończy ale to nie pomaga w refleksji. To
przeszkoda, która prędzej czy poźniej sobie pójdzie. Natomiast wasze pytania pobudziły też moje
rozczarowanie. Myślałem, że będę mógł się bardziej popisać teoretycznymi wywodami, a musiałem
tutaj dotknąć siebie. To było bardzo potrzebne i użyteczne, bo pytania i dyskusja skłoniły mnie do
myślenia o relacji i przede wszystkim relacji terapeutycznej. Co się właściwie dzieje w związku z tą
zmianą? Mamy taką tendencję, ja, może wszyscy, że pewne rzeczy przyjmujemy jako oczywiste, nad
którymi się nie zastanawiamy. Dzięki tej rozmowie mogliśmy wszyscy pomyśleć o rzeczach, które
do tej pory były po prostu czymś co automatycznie realizowaliśmy.

tłumaczenie: Anna Mędrzejewska, transkrypcja i redakcja: Anna Jastrzębska, Michał Mocek

Przejdź do treści