Home
Czytelnia
W gabinecie luster

W gabinecie luster

Patrząc w ekran komputera widziałam twarz pacjentki patrzącą z taką intensywnością jakiej u niej
nigdy wcześniej nie widziałam. Wzrok skierowała lekko w bok, nie uciekając oczami, skupiona na
jednym punkcie. Czułam, że jest ze mną, a jednocześnie jest gdzie indziej. Sesja toczyła się dalej, z
charakterystycznym dla niej zablokowaniem, cedziła słowa, jakby tworzenie ich bolało. Jednocześnie
jej wzrok ciągle był nieruchomy, choć widziałam w nim zaskoczenie, ale też coś innego.
Zafascynowanie? Oszołomienie? W końcu skomentowałam, że wydaje się dzisiaj intensywnie w coś
wpatrywać. Pacjentka ocknęła się i po dłuższej chwili powiedziała: widzę siebie. Po chwili dodała:
widzę siebie patrzącą na panią!
Uderzyła mnie konkretność, ale też podwójność tego komentarza. Pacjentka dosłownie
widziała siebie, swoje odbicie zamknięte w małej ikonie, dzięki możliwościom aplikacji, z której
korzystałyśmy. Mówiła do mnie monitorując jednocześnie swoją twarz, dzięki czemu mogłam na
chwilę powiązać strumień uczuć przepływających przez nią w trakcie sesji, z wyrazem jej twarzy
zmieniającym się pod wpływem afektów. W tym sensie nie było to stateczne odbicie, lecz obraz
ruchomy. Wydawała się bardzo poruszona, dotknięta poczuciem żywości swojej twarzy. Nagle
również we mnie pojawiła się przejmująca świadomość, nie tylko samej siebie, ale też swojego
obrazu na ekranie. I tak oto trwałyśmy – ja, ona, nasze dwa ruchome odbicia – jak w gabinecie luster.
Czy byłyśmy uwięzione w swoich odbiciach? Jak narcyz z obrazu Caravaggio, który nie może
oderwać wzroku od samego siebie?
Ten rodzaj patrzenia na samego siebie może faktycznie przywodzić na myśl tematykę
narcystyczną. Porażka odpowiedniego odzwierciedlania w fazie ponownego zbliżania, może
powodować zniekształcenie obrazu self – kompensacyjną formację chroniącą przed przytłaczającą
świadomością bycia podatnym na zranienie. Odwracamy się wtedy od możliwości kształtowania
pełnego, prawdziwego self, na rzecz konstruowania obrazów, zgodnych z tym, co chcą w nas
zobaczyć inni. Obrazy te są jednak bardziej stateczne, sztywne, jak postać na fotografii uchwycona
tylko z jednego profilu, ze źle wykadrowanym uchem lub stopą. Fragment, który mylnie można
odczytać jako całą postać.
Nie miałam jednak poczucia, że pacjentka zainteresowana jest swoim obrazem, moje
skojarzenia biegły raczej do wcześniejszych rozwojowo momentów. Może to dlatego, że w
przeciwprzeniesieniu ogarnęła mnie ogromna czułość, którą znam z patrzenia na moją własną córkę
i jej proces stawania się.
Co widzi niemowlę, kiedy patrzy na twarz matki? Twierdzę, że głównie widzi wtedy siebie.
Innymi słowy , matka patrzy na dziecko i to, jak ona wygląda, ma związek z tym, co widzi w dziecku
– pisał Winnicott, czyniąc zagadnienie bycia widzianym tematem swojego artykułu o lustrzanej roli
matki. Czy można sparafrazować jego wypowiedź, pytając: co widzi pacjent kiedy patrzy na twarz
analityka, i co może zobaczyć patrząc jednocześnie na swoją twarz? W psychoanalizie lacanowskiej
faza lustra to określenie opisujące zjawisko, dzięki któremu dziecko zaczyna rozpoznawać siebie jako
odrębny od matki obiekt. Stadium zwierciadła można zatem rozumieć jako fazę identyfikacji, w
psychoanalitycznym znaczeniu tego słowa, czyli jako zmianę zachodzącą w osobie wówczas, gdy
zaczyna rozpoznawać swoje własne odbicie w lustrze, wchodząc na drogę integralności swojego ciała,
rozpoznawanego od teraz jako całość i jedność. Może to zadziać się tylko wtedy, gdy obok znajduje
się druga osoba, drugi myślący umysł, która powtórzy mu: „tak, to właśnie ty”.
Myślę, że pacjentka miesiącami przeglądała się w mojej twarzy, gdy trzymałam w swoim
umyśle jej obraz jako żywej, odrębnej istoty, wbrew poczuciu martwoty, które tak często zalegało
między nami. Jednocześnie dopiero zobaczenie samej siebie w momencie bycia jednocześnie w
relacji ze mną, pozwoliło jej z całą mocą doświadczyć bycia żywą, a jednocześnie odrębną. Wydaje
się, że nie było to jednak przytłaczające, nagłe doświadczenie swojej odrębności o jakim pisała
Frances Tustin, przywołując stany autystyczne u swoich neurotycznych pacjentów. Raczej
świadomość, zamykająca się w słowach „oto ja – obok Ciebie”. Stąd, przypuszczam, jej poruszające
zdanie, podkreślające dwie części tego doświadczenia: widzę siebie, widzę siebie patrzącą na panią.
Winnicott pisał przecież: psychoterapia działa wówczas jak złożona pochodna twarzy, która odbija
to, co ma być widziane.
Skonfrontowana z doświadczeniem pacjentki spojrzałam też na samą siebie. Istnieje przecież
w internetowej sesji również obraz mojej twarzy patrzącej na pacjentkę. Twarzy, której nigdy
wcześniej nie dane mi było oglądać w tej sytuacji. Z zaskoczeniem zobaczyłam w jaki wyraz układają
się moje rysy, gdy zamyślam się głęboko, będąc częścią analitycznego pola, jednocześnie nie mogąc
czasami powstrzymać się przed zerknięciem na swoje odbicie. Może moja narcystyczna część chce
zajrzeć w lustro i zobaczyć jak wyglądam jako terapeutka? Czy są pacjenci, z którymi robię to
częściej, odbierając ich projekcje?
O tym jak sytuacja pandemiczna skonfrontowała nas z przeróżnymi lękami, ograniczeniami,
ale też możliwościami zmiany, napisano już bardzo wiele. Myślę, że w tym sensie możemy
przeglądać się w rzeczywistości jak w lustrze pokazującym rzeczy, które dotychczas miały być ukryte.
Moje myśli nie biegną jednak do sytuacji globalnej, choć nie da się od niej uciec. Myślę raczej o
intymności sesji, która, wydawało mi się, uległa zaburzeniu, gdy z konieczności wprowadzić
musieliśmy „trzeciego”, tym razem pod postacią technologii. Okazuje się jednak, że każda przestrzeń
otwiera drzwi do innego rodzaju doświadczeń. Jak bohaterka powieści Christelle Dabos
„Lustrzanna”, która przez lustra przechodziła do nieznanych światów, nie bardzo odległych od jej
teraźniejszości, a jednak pełnych innych doświadczeń i ludzi. Warunkiem była jedynie odwaga
zmierzenia się z własnym odbiciem, zobaczenia swojej twarzy bez zniekształceń, w innym przypadku
lustra się zamykały, a bohaterka zastygała, patrząc jedynie na swoje odbicie.

Nadia Kostrzewa – pedagożka, psycholożka, psychoterapeutka systemowa. Obecnie w
czteroletnim szkoleniu Psychoanalitycznej Szkoły Psychoterapii przy PTPP w Poznaniu. Mieszka i
pracuje w Bydgoszczy, gdzie prowadzi prywatny gabinet. Pracuje z dorosłymi, rodzinami oraz
parami. Współautorka podcastu „W procesie”.

Przejdź do treści