Weekend 18-19 marca 2022 nie przyniósł znaczących przełamań na wojennym froncie. Trwały rozmowy dyplomatyczne między Rosją a Ukrainą. Zorganizowano propagandowy wiec poparcia dla Putina, tysiące ludzi oklaskiwało swojego przywódcę. Pewien polski polityk zaproponował misję pokojową NATO, nie bacząc na fakt, że struktura ta nie jest tworem pokojowym. Ośmiu żołnierzy rosyjskich zostało otrutych przez siedemdziesięciokilkulatkę, która poczęstowała ich pasztecikami domowego wypieku. Trwały bombardowania. Odgruzowywano teatr dramatyczny w Mariopolu. Ludzie nadal umierali. W Poznaniu gościnnie wystąpiła Drag Queen Sasha Velour. Na targach poznańskich zaprezentowała swój show „Smoke & Mirrors”. W hali obok miasto zorganizowało punkt recepcyjny dla Uchodźców. Piłkarski klub sportowy świętował swoje stulecie, marząc po niebie wystrzałami z petard i czerwonych rac. W kamienicy nieopodal stadionu zawył ze strachu pies, dwoje ukraińskich dzieci schowało się pod stół, pewnych, że wojna dogoniła ich i tutaj. Ot, banalność wojennej rzeczywistości. Współistniejące obok siebie życie i śmierć, strach i śmiech.
Minęło parę tygodni od wybuchu wojny, świat, który znamy, skończył się nieodwołalnie. Jeden z bohaterów powieści Ulisses powiedział: historia to koszmar, z którego próbuję się obudzić. Jeżeli historia dzieje się tu i teraz, jaki koszmar śnimy? Teorie dotyczące działania traumy oraz reakcji na nią, wskazują na masywną dezorganizację dotychczasowego sposobu funkcjonowania. Znika dotychczasowa organizacja obronna oraz wiara w dobro obiektów, ich zdolność do zapewnienia nam bezpieczeństwa. Załamuje się to, co Winnicott nazwał ciągłością istnienia. Jak pisze Caroline Garland kluczowe znaczenie ma fakt, że lęki dopasowują się do siebie: realne wydarzenia wydają się stanowić potwierdzenie najgorszych wewnętrznych lęków, szczególnie tych dotyczących groźby śmierci i unicestwienia. Coś, z czym dotychczas mierzyliśmy się w symbolicznym porządku fantazji staje się realnością. Jawa połyka sen. Zgodnie z teorią zaproponowaną przez Biona, gdy załamuje się zdolność do pracy śnienia, w aparacie psychicznym zaczynają przeważać elementy beta. Brak pomieszczającego skutkuje doświadczeniem nienazwanego przerażenia. Mogliśmy go dotknąć i w naszym środowisku. W kolejnych dniach, gdy minął pierwszy szok, miało miejsce kilkanaście szkoleń z zakresu psychotraumatologii, a my szukaliśmy w nich „kogoś” zdolnego myśleć za nas, zdolnego przywrócić nam funkcję alfa. Jednocześnie zapominając, że psychoanaliza nienajgorzej przygotowuje do pracy z traumą. Trudno jest mierzyć się z bezradnością. Co to właściwie znaczy, i czy bezradność oznacza bierność? Staramy się pomagać, na swój sposób, nie tracąc kontaktu z myślącą częścią aparatu psychicznego, podpowiadającą konieczność utrzymywania kontaktu z realnością naszych możliwości. Jednocześnie stoimy na gruzach, patrząc na ludzi, którzy utracili wszystko. To wyzwala lęk, że i nam, oprócz psychicznego poczucia bezpieczeństwa, przyjdzie stracić i to dosłowne, całkiem materialne miejsce do życia. Może dlatego widok gruzowiska jest tak potwornie trudny do wytrzymania. Może dlatego chcemy tu i teraz, od razu rozpocząć proces odbudowy. Gdzie najlepiej szukać schronienia przed okrutną jawą, jak nie we śnie. Śnimy więc jako społeczność nasz ulubiony sen. O solidarności, o niekończącej się pomocy, pozbawionej trudnych uczuć empatii, o oddolnym wysiłku obywateli, którzy domowymi zasobami uratują miliony. Według profesor Katarzyny Prot-Klinger jako społeczność znajdujemy się obecnie w fazie „miesiąca miodowego”, która zakłada przewagę aktywności, optymizmu, współpracy z ośrodkami udzielającymi wsparcia. Żaden sen nie trwa jednak wiecznie, przekształca się w coś innego, by dotknąć innych impulsów i uczuć. Co będzie, gdy skończy się miodowy miesiąc? Czy będziemy w stanie okiełznać inną zbiorowa marę senną? Strach przed obcością. O sile tego strachu przypomina nam sytuacja na innej, białoruskiej granicy. Koczujących tam uchodźców nadal nie chcemy wpuścić na nasze terytorium. Świat stanów pogranicznych ma się tam doskonale. Jesteśmy my i obcy. Ci którzy nam zagrażają, chcą nam coś odebrać i zniszczyć. Każdy terapeuta pracujący z osobami cierpiącymi za zaburzenie borderline, zna te przeniesieniowe uczucia. Jak rozumieć doświadczenie tego rozszczepienia? Są przejścia graniczne pełne wolontariuszy, kilkadziesiąt kilometrów dalej jest zapomniany las i koczujący w nim ludzie. Czy odpowiedzią może być freudowski „narcyzm małych różnic”? Czy może być tak, że jedno miejsce staje się przestrzenią, w której możemy czuć się potrzebni i wszechmocni, po to by w innym możliwe było zamknięcie naszej bierności i strachu. Wtedy możemy, w spokoju zajmować się tylko tą wygodniejszą częścią nas samych. Podobnie gdy zajmujemy się tylko jedną grupą osób szukających naszej pomocy. Kroniki wojenne chcą zapamiętywać rzeczywistość. Tworzyć zapis historii, która dzieje się na naszych oczach, też tej którą współtworzymy. Przeróżne to obrazy, najcześciej trudne do połączenia. Pełne przemocy. A jednak robimy to dzień po dniu. Śnimy nasze sny o czasach wojny, i miejmy nadzieję, pokoju.
Grupa Reflektująca
Joanna Cynkutis
Emanuela Kaczorowska
Michał Knapiński
Nadia Kostrzewa
Melisa Maras
tekst: Nadia Kostrzewa